Okiem Przewodniczącego. Utopia i realne problemy

Ostatnio przez krakowskie media przetoczyła się dyskusja w sprawie wprowadzenia w Krakowie darmowej komunikacji i pozyskania w ten sposób wszystkich mieszkających w grodzie Kraka, a nie płacących tu podatków.

W zamyśle autorów akcja ta nie spowoduje żadnych ujemnych skutków a przyniesie nowych podatników. Sprawi też, że zwiększy się zainteresowanie transportem publicznym, a poprzez to zmniejszy zanieczyszczenie powietrza w Krakowie. Ewentualnych przeciwników pomysłu część zwolenników oskarża o pozycje blokujące i brak zrozumienia dla ekologii.

W tej sprawie wypowiedziało się wielu, w tym specjaliści od transportu publicznego, dziennikarze, politycy, a pośród nich Prezydent. Jako osoba, która wymyśliła akcję „Kraków – tu płacę podatki” i doprowadziła, przy niewielkich nakładach, do zwiększenia liczby podatników i dochodów miasta – chcę zabrać głos. Tym bardziej, że już wcześniej analizowałem ten pomysł.

Wzorem Tallina (400 tys. mieszkańców, stary tabor, niskie zainteresowanie mieszkańców transportem publicznym) – każda osoba płacąca podatek w Krakowie (w Tallinie każda zameldowany, gdyż zameldowanie oznacza miejsce rezydencji podatkowej) otrzymywałaby specjalną kartę, pozwalającą w transporcie publicznym na odczytywanie jej w czytnikach. Jednocześnie osoby nie posiadające takiej karty (nie płacące podatku w Krakowie, turyści) – kupowałyby bilety. Dzięki temu preferowane byłyby osoby płacące podatek w mieście, a jednocześnie byłyby dochody od innych osób. Taki system pozwalałby na monitorowanie komunikacji. Miasto otrzymywałoby część dochodów z biletów, prawdopodobnie na obecne 260 mln zł byłoby to 30-50 mln zł, choć są to tylko szacunki.

Liczby mówią same za siebie

Gdzie są główne problemy, ryzyka i pułapki takiego systemu? Umożliwienie wszystkim płacącym podatki w Krakowie korzystania za darmo z komunikacji miejskiej oczywiście spowodowałoby zwiększenie zainteresowania transportem. O ile więcej? 50, 30, 20 proc.? Nie ma żadnych szacunków, ale minimalnie można założyć, że o 20 proc. Oznacza to minimalnie wzrost kosztów utrzymania systemu o te 20 proc. (choć realnie więcej), a to z kolei oznacza około 80 mln zł więcej. System kosztowałby ok. 490 mln zł. Na dodatek zwiększenie skali przewozów musiałoby się łączyć ze zwiększeniem nakładów na nowy tabor, te nakłady szacowane są na ok. 150-200 mln zł. Taki system musiałby też rozwiązać problem biletu aglomeracyjnego, wielkiego osiągnięcia Krakowa. Obecnie gminy ościenne dopłacają ok. 16 mln zł. Ile musiałyby te gminy dopłacać w nowym układzie? 40-50 mln zł rocznie? Nierealne! W takim przypadku bilet aglomeracyjny przestałby istnieć. Mamy więc wzrost kosztów ponad 100 mln zł i bardzo znaczący wzrost nakładów. Przyjmując, że za transport płacą tylko osoby niepłacące podatków mamy nakłady inwestycyjne 150-200 mln zł i wzrost bieżących wydatków miasta na około 300 mln zł, bo przecież wzrośnie koszt przewozów, nie będzie pełnego pokrycia biletów aglomeracyjnych.

Nieprzewidywalne decyzje

Policzyliśmy już dochody z biletów sprzedawanych dla osób niepłacących podatków w Krakowie i mamy do pokrycia kwotę nie niższą niż 300 mln zł rocznie. Szacuje się, że w Krakowie mieszka 150 tys. osób nie płacących podatków. Nawet gdyby wszyscy zapłacili i wzrost kosztów przewozów byłby minimalny, to zabraknie ponad 70 mln zł. Pozostaje jednak pytanie, czy wszyscy zapłacą? Jako zdecydowany zwolennik pozyskiwania nowych podatników jestem realistą i wiem, że tak się nie stanie. W Krakowie spora część mieszkań jest wynajmowana nieoficjalnie, więc osoby tam mieszkające nie mają podstaw podać tej lokalizacji jako miejsca zamieszkania. Poza tym, skąd będziemy wiedzieć, czy dana osoba płaci podatek w Krakowie? Nie mamy prawa żądać PIT-u, więc identyfikacja jest niemożliwa. Na jakiej podstawie będziemy więc wydawać karty darmowej jazdy? Jeżeli nie będziemy mieć identyfikacji, to każdy będzie mógł jeździć za darmo. Jeśli tak się stanie, to musimy pokryć dodatkowo w sumie około 300 mln zł. To 10 proc. wydatków budżetu, wielka suma. Jeżeli okazałoby się, że wszyscy teoretycznie zdecydują się na płacenie podatków w Krakowie, to zabraknie i tak ok. 70 mln zł, jeżeli okazałoby się (wariant pesymistyczny), że wzrost kosztów jest o 50% a podatki płaci dodatkowo 100 tys. osób, to zabrakłoby ponad 300 mln zł rocznie. Ten pomysł jest uzależniony od nie do końca przewidywalnych decyzji mieszkańców. Mógłby spowodować totalną finansową katastrofę miasta. Katastrofę, przy której obecne problemy finansowe, czy dwa stadiony to tzw. „mały pikuś”. Podejmując taką decyzję przez następne kilkanaście lat „lizalibyśmy rany”, zmniejszalibyśmy środki na inne zadania, ograniczali inwestycje.

Myślę, że takie kalkulacje są głównym powodem tego, że żadne większe europejskie miasto nie zdecydowało się na ten eksperyment. To tyle o utopiach, także tych bardzo niebezpiecznych.

Dajmy spokój utopii

Oprócz utopii mamy realne problemy. Sprawy nakładów na komunikację publiczną, inwestycje, ceny biletów. I tu niespodzianka: w Krakowie, w odróżnieniu od innych miast Polski, po podwyżkach cen biletów wzrosły dochody z ich sprzedaży. Stało się tak zapewne dlatego, że podwyżka dotyczyła tylko biletów jednorazowych. W przypadku biletów okresowych przez ostatnie 5 lat nie było żadnych podwyżek. Realny problem to rozszerzenie strefy parkowania. Podobnym problemem jest również szukanie środków na likwidację niskiej emisji czy pozyskiwanie mieszkańców płacących podatki w Krakowie. Czasami zastanawiam się, czy zajmowanie się utopiami ma sens, czy nie odciąga nas od realnych problemów? Ale pewnie trzeba, choćby po to, aby pokazać prawdziwe problemy młodym ludziom, także mediom. Realnym problemem jest znalezienie sposobu, aby podatki były płacone inaczej, tak jak w większości krajów Europy – część w miejscu zamieszkania, a część w miejscu wykonywania pracy. Przed nami wiele poważnych problemów, zajmijmy się nimi a nie utopiami, które mogą doprowadzić do katastrofy. Kraków potrzebuje innowacyjnych rozwiązań, ale przede wszystkim rozwiązań realnych.

Tabela 1 – Ekonomia transportu publicznego obecnie

Wydatki na transport 409 mln zł
Przychody z biletów 267 mln zł
Komunikacja aglomeracyjna 16 mln zł
Luka do pokrycia z budżetu miasta 126 mln zł

Tabela 2 – Ekonomia transportu publicznego wg wariantu przewidywanego

optymistycznie
(wzrost kosztów tylko o 20%)
pesymistycznie
(wzrost kosztów tylko o 50%)
Koszt transportu publicznego 490 mln zł 613 mln zł
Przychody z biletów 50 mln zł 30 mln zł
Komunikacja aglomeracyjna 16 mln zł 16 mln zł
Obecne dofinansowanie 126 mln zł 126 mln zł
Luka do sfinansowania przez PIT 298 mln zł 441 mln zł

Tabela 3 – Przewidywany dodatkowy ostateczny deficyt nowego systemu finansowania w wersji optymistycznej i pesymistycznej

Wzrost liczby podatników o 150 tys. osób o 100 tys. osób o 50 tys. osób
Zwiększony dochód z PIT 225 mln zł 150 mln zł 75 mln zł
Ostateczny deficyt:
Optymistycznie 73 mln zł 148 mln zł 223 mln zł
Pesymistycznie 226 mln zł 301 mln zł 376 mln zł

Źródło: Budżet Krakowa 2013, symulacje własne

Bogusław Kośmider
Przewodniczący Rady Miasta Krakowa kadencji 2014-2018
2 Koło Gospodarcze PO w Krakowie

«   ·   »

Polecane na stronie

  • Nowa uchwała ws. zasad wynajmowania lokali komunalnych [ więcej ]
  • Nowy komisariat Policji [ więcej ]
  • Nowa ulica 8. Pułku Ułanów [ więcej ]
  • Rewitalizacja Fortu 52 Borek [ więcej ]
  • Akcja „Płać podatki w Krakowie” oraz Karta Krakowska – podsumowanie 2019 [ więcej ]
  • Ostatnie Okiem Przewodniczącego Bogusława Kośmidera [ więcej ]
  • Skwer Wolności na Estońskiej - marzenia się spełniają! [ więcej ]

Sprawy PO

  • Platformerski program gospodarczy – inauguracja Forum Gospodarczego Krakowskiej PO [ więcej ]

Najnowsze informacje

Multimedia   ·   Artykuły

Więcej informacji w dziale media >

  • © Bogusław Kośmider 2006-2019
stat4u